Dochodowy Stadion Narodowy

http://www.bloombergbusinessweek.pl/artykul/1114109.html
Na początku czytamy: „To będzie pozytywna opowieść. Na pohybel – jakże licznym wtedy 
– malkontentom. W niedzielę miną 
dokładnie dwa lata od pierwszego 
gwizdka na Stadionie Narodowym, gdzie 
rozpoczęły się mistrzostwa Europy 
w piłce nożnej Polska – Ukraina 2012. Dziś największa polska arena sama 
już na siebie zarabia/…/”
a dalej w treści: „Z nieoficjalnych ustaleń „Businessweeka” wynika bowiem, że właśnie zaczął na siebie zarabiać. W maju tego roku Narodowy po raz pierwszy zanotował zysk – 1,6 mln zł. Czerwiec również będzie na plusie – w wysokości 800 tys. zł. Oznacza to, że obiekt nie będzie już finansowany z podatków Kowalskiego. (wytłuszczenie moje – J.A.)

Czy rzeczywiście podatnik może odetchnąć? No to policzmy…
Oprocentowanie obligacji skarbowych wynosi od 3% (roczne) do 4% (10-letnie, w pierwszym roku). Żeby więc wybudować stadion za 2 miliardy skarb państwa musiał się na taką kwotę zadłużyć. Od 2012 roku za to zadłużenie płaci od 60 do 80 milionów złotych odsetek rocznie.
Czy mając nawet 1,6 miliona „na plusie” miesięcznie (czyli 19,2 mln rocznie) i jednocześnie płacąc 60 czy 80 milionów możemy twierdzić, że zarabiamy?

To tak, jakby „Kowalski” kupił na kredyt samochód na taxi za 100 tysięcy, 3-4 tysiące rocznie płacił odsetek od kredytu (nie licząc kapitału), a zarabiał 80 zł miesięcznie i się cieszył, jak to mu biznes kwitnie…

Reklamy